fot. Paulina Bajda

Pomniki, tablice oraz obeliski upamiętniające milicjantów i żołnierzy walczących z bandami UPA – OUN znikają z bieszczadzkiego krajobrazu. Walkę o przywrócenie ich na swoje miejsce podjęli przewodnicy turystyczni, którzy takie działania uważają za bezprawne. Wtóruje im podkarpacki poseł Lewicy Wiesław Buż oraz prof. Andrzej Zapałowski, członek Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN w Rzeszowie.

Pomniki i tablice upamiętniające osoby walczące z bandami UPA – OUN z bieszczadzkiego krajobrazu maiły zniknąć na podstawie „ustawy z dnia I kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki.” W ostatnim czasie na mocy tej ustawy z pomnika w Łubnem (gm. Baligród), który upamiętniał 30 żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza zamordowanych 1 kwietnia 1947 r. przez bandę UPA, zdjęto: tablicę z nazwiskami tych żołnierzy, orła bez korony i „Krzyż Grunwaldu”; z leskiego pomnika postawionego ku pamięci 52 milicjantów, zabitych również przez UPA, zniknęła tablica oraz orzeł; w Zatwarnicy (gm. Lutowiska) zmieniono natomiast tablicę z nazwiskami 6 milicjantów, którzy zginęli w latach 1944‒45 z rąk ukraińskich nacjonalistów.

Okazuje się, że w Bieszczadach temat pomników upamiętniających osoby walczące z bandami UPA jest wciąż aktualny. Jak informuje Dariusz Iwaneczko, dyrektor rzeszowskiego oddziału Instytut Pamięci Narodowej, do jego instytucji wciąż wpływają zapytania odnośnie pomników i obelisków  upamiętniających żołnierzy i milicjantów walczących z bandami UPA – OUN w Bieszczadach.

– Zapytania od osób zainteresowanych historią tych obiektów, zarówno przeciwników jak i  zwolenników dekomunizacji, jak też od właścicieli obiektów, które mogły wypełniać zapisy tej ustawy – wyjaśnia dyrektor. – W toku działań wypracowywano rozwiązania umożliwiające dostosowanie tych obiektów do zapisów ww. ustawy, bądź też wskazywano, czy dany obiekt może wypełniać jej zapisy lub nie. Tak było chociażby w przypadku pomnika w Cisnej, gdzie lokalni działacze we współpracy z samorządem zastąpili starą inskrypcję „Poległym w walce o utrwalanie władzy ludowej” wypracowaną wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej nową inskrypcją „Obrońcom Cisnej i okolic przed Ukraińską Armią Powstańczą 1944‒1947”. Podobnie w Zatwarnicy, gdzie po konsultacjach z Nadleśnictwem Lutowiska wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej odsłonięto upamiętnienie „Pamięci obrońców i mieszkańców Zatwarnicy, którzy w latach 1944‒1945 polegli lub zostali zamordowani przez zbrodnicze formacje OUN-UPA” – wyjaśnia dyrektor.

Działania IPN bezprawne?
Zmiana tablic nie dla wszystkich jest jednak dobrym rozwiązaniem. Przewodnicy, którzy opowiadają turystom o naszej trudnej bieszczadzkiej historii, od lat są zaangażowani w obronę pamiątek po przeszłości na naszym terenie. – Uważamy, że działania IPN w Rzeszowie są bezprawne i nie zgadzamy się na usuwanie tablic i orłów bez korony w Bieszczadach – mówi twardo Stanisław Orłowski ze Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych Karpaty. – Nawiązałem w tej sprawie kontakt z Uniwersytetem Rzeszowskim prosząc o radę, co robić, gdy na naszych oczach zacierane są ślady walk żołnierzy polskich i milicjantów na podstawie tzw. ustawy dekomunizacyjnej. Okazało się, że jeden z „pseudopatriotów” z IPN w Rzeszowie działa niezgodnie z prawem i z ustawą dekomunizacyjną. Nie można bowiem usuwać tablic z nazwiskami osób – nawet 1 osoby, ani też tablic ze słowem „żołnierze” czy „milicjanci”. Ci ludzie bronili miejscowej ludności. Gdyby nie ich odwaga, być może Bieszczady i Pogórze Przemyskie – po San – należałyby dziś do Ukrainy – dodaje stanowczo Stanisław Orłowski. – Uważam, że nie można dalej milczeć.

Przewodnik jako przykład uratowanego pomnika podaje pomnik w Ropience, w gminie Ustrzyki Dolne. – Jest to dowód na to, że można się przeciwstawić, a nie bezmyślnie wykonywać zalecenia jakiegoś nawiedzonego urzędnika z IPN – dodaje.

Działania IPN krytykuje też dr hab. Andrzej Zapałowski profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz członek Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN w Rzeszowie, która zajmuje się m.in. kwestiami dotyczącymi pomników. – To jest wielki błąd IPN.  Zdawałoby się, że pracujący tam młodzi historycy rozumieją kontekst i uwarunkowania ówczesnej sytuacji na terenach działania OUN i UPA. Okazało się jednak, iż część z nich formułowała opinie historyczne tylko w oparciu o role jaką Milicja Obywatelska odgrywała w ówczesnym czasie na terenie całego kraju tj. wsparcie władz komunistycznych w przejęciu władzy. Nie brano pod uwagę, iż na terenach wschodniej i południowej Polski w nowych granicach wielu byłych żołnierzy AK, BCh czy też lokalnych samoobron wstępowało do tej formacji, aby ratować życie Polaków oraz posiadać legalnie broń. Oni byli milicjantami, ale nie utrwalaczami władzy ludowej – wyjaśnia profesor.

Profesor w rozmowie z dziennikarzami portalu internetowego Kresy.pl zasugerował, że usuwanie tablic jest bezprawne, a naczelnik Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Rzeszowie, dr Piotr Szopa, o pewnych działaniach, które podejmował w tym zakresie, nie informował członków komitetu, którzy dowiadywali się o nich z mediów. „Wielu członków rady oburzało się też, że naczelnik na posiedzeniach omawia sprawy wybiórczo, koncentrując się na tych mniej ważnych, a o wielu innych, ważnych, ich nie informuje. Decyzje zapadały za ich plecami. Dotyczyło to również działań względem upamiętnień żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego czy funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, którzy zginęli w walce z formacjami ukraińskich nacjonalistów” – piszą Kresy.

– Pan dr Piotr Szopa jako naczelnik wydziału odpowiada za opinie, które wysyłano do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, który następnie nakazywał starostom i wójtom usuwanie wielu elementów z pomników, co faktycznie było ich dewastacją. Opinie historyczne były w wielu wypadkach infantylne i błędne – podkreśla profesor. – Największym zarzutem, który sformułowałem jest to, że nie były to jednocześnie opinie prawne. W ustawie jest wyraźnie napisane, że dekomunizacja dotyczy organizacji. Natomiast nic nie ma o dekomunizacji organów konstytucyjnych państwa jakim były i są Siły Zbrojne RP (Wojsko Polskie) czy nawet Milicja Obywatelska. Przypomnę, iż niezależnie czy nam się to podoba czy nie obecnie w prawie polskim obowiązuje dziedzictwo prawne Wojska Polskiego i Milicji Obywatelskiej od 5 lipca 1945 r. tj. od uznania przez rządy USA i Wielkiej Brytanii rządu w Warszawie. Zresztą w ustawie o Policji z 1990 r. w ostatnich artykułach jest wprost zapisane przejecie dziedzictwa prawnego Milicji Obywatelskiej – dodaje członek Rady.

Interwencja poselska
Do grona osób, które zainteresowały się bieszczadzkimi pomnikami dołączył też poseł Lewicy Wiesław Buż. Zwrócił się on do dyrekcji rzeszowskiego oddziału IPN oraz wojewody o przesłanie pełnej dokumentacji, dotyczącej tych obiektów. – Dostawałem sygnały od mieszkańców tych miejscowości, że nagle z ich sąsiedztwa zniknęły pomniki, wymieniające z imienia i nazwiska osoby poległe w walkach z UPA. Dlatego chcę znać powody i okoliczności tych decyzji, bo w imieniu tych mieszkańców czuję się do tego zobowiązany – wyjaśnia poseł. – Lokalne społeczności są konsekwencjami tych decyzji zbulwersowane. Pytają, dlaczego nikt w tej sprawie nie interweniuje. A przecież polegli byli w ogromnej większości ich krajanami, krwawe wydarzenia powojennych lat stały się istotnymi elementami historii ich małych ojczyzn, zacieśniały więzy wspólnotowe, a rocznice tych zdarzeń w lokalnej tradycji były od lat okazją do organizacji uroczystości upamiętniających.

Poseł zapewnia też, że jego wystąpienie do IPN i wojewody, to dopiero pierwszy krok. – Kilka dni temu dostałem dokumentację z Instytutu, z którą muszę się zapoznać, aby poznać źródła takich decyzji i kto konkretnie zdecydował o likwidacji tych pomników. Być może będziemy domagać się ich powrotu na te same miejsca.
Poseł udostępnił naszej redakcji pismo od IPN, w którym dyrektor instytutu ogólnie wyjaśnia powody usuwania tablic z pomników w Łubnem, Lesku i Zatwarnicy.

„Odnośnie pomnika w Łubnem ustalono dwóch poległych żołnierzy WOP, którzy nie zostali uwzględnieni na tablicy”. Prezes IPN wskazał w wymienionym przypadku na możliwość nowej inskrypcji odnoszącej się do poległych i pomordowanych w wyniku działań UPA w latach 1944‒1947 na terenie gminy Baligród. Odnośnie tablicy w Zatwarnicy także w toku kwerendy (wyszukiwanie w zasobach archiwów lub bibliotek – od. red.) ustalono, że część wymienionych na tablicy funkcjonariuszy należało wcześniej do partyzantki sowieckiej im. Stalina, ponadto nie był to wykaz kompletny (wskazano nieuwzględnionego funkcjonariusza na tablicy). Jednocześnie w toku sprawy podniesiono, że w Zatwarnicy UPA zamordowała także osoby cywilne, którym także należy się upamiętnienie. W związku z tym podjęto starania, które zaowocowały powstaniem nowego upamiętnienia. IPN wspólnie z Nadleśnictwem Lutowiska upamiętnił obrońców i mieszkańców Zatwarnicy, którzy w latach 1944‒1945 polegli lub zostali zamordowani przez zbrodnicze formacje OUN-UPA.”

Lesko: usunięto orła i tablicę
Wśród pomników, które znalazły się na „celowniku” IPN znalazł się również stojący w centrum Leska pomnik upamiętniający śmierć 52  milicjantów, którzy zginęli również w walkach z UPA. W piśmie do posła Buża dyrektor Iwaneczko informuje, że kwerenda archiwalna w sprawie tego pomnika wykazała szereg nieścisłości dotyczących inskrypcji. Chodzi o to, w jaki sposób zginęli niektórzy funkcjonariusze, których nazwiska umieszczono na tablicy. Jak wskazuje IPN śmierć niektórych z nich nastąpiła m.in. przy rzucie granatem przeciwpancernym w trakcie głuszenia ryb; w 1952 r. w czasie walki z bandą Kruka; w wyniku rozerwania przez minę czy w wyniku postrzału w czasie sprzeczki pomiędzy żołnierzami WOP i milicjantami na weselu. „Instytut Pamięci Narodowej zaproponował nową inskrypcję odnoszącą się zarówno do ofiar cywilnych jak i funkcjonariuszy różnych służb mundurowych Polski Ludowej, wskazał także na możliwość dostosowania pomnika do wymogów ustawy m.in. poprzez zastąpienie wieńczącego pomnik symbolu orła bez korony, orłem nawiązującym do obowiązującego godła państwa polskiego.”

Pomnik ze starą tablicą „W hołdzie poległym milicjantom społeczeństwo Leska." (Fot. Henryk Salik)

Adam Snarski, burmistrz Leska przypomina, że decyzje o zmianie tablic i usunięciu orła zapadły kilka lat temu, za kadencji poprzedniej pani burmistrz. – Od listopada 2018 roku, kiedy objąłem urząd, staraliśmy się chronić to co mogliśmy, jednak elementy z pomnika usunięte zostały zgodnie z decyzją IPN oraz zgodnie z wymogami obecnie obowiązującego prawa – wyjaśnia. – Tablice oraz orła przechowujemy teraz w magazynie. IPN nie wskazał nam co mamy z nimi zrobić, a oni nie mają miejsca na przechowywanie takich rzeczy.

Burmistrz przypomina, że usuwanie elementów z pomnika wzbudziło wiele kontrowersji wśród mieszkańców Leska. – Wokół pomnika zebrało się sporo osób i zwolenników i przeciwników tych zmian. Ale my mamy związane ręce, bo musimy działać zgodnie z prawem – dodaje. – Miasto musiało wykonać decyzję IPN. W przeciwnym wypadku pomnik zostałby wyburzony, a koszty poniósłby urząd. Usunięcie orła i tablicy było wymogiem pozostawienia pomnika na miejscu – wyjaśnia burmistrz Snarski i przypomina, że decyzja IPN oraz ustawa o dekomunizacji wymusza na gminie również podjęcie działań względem pomnika, który stoi na plantach. – Żeby była jasność, od początku
uważałem i uważam nadal, że historii się nie powinno burzyć. Jaka by ona nie była. Powinniśmy po prostu o niej pamiętać – dla naszej świadomości, nauki i przestrogi. Jednak podkreślam raz jeszcze, prawo rangi ustawowej stoi wyżej w hierarchii prawa niż prawo miejscowe. Na powszechnie obowiązujące przepisy w RP nie mamy zwyczajnie żadnego wpływu, a jesteśmy zobowiązani się do niego stosować – dodaje burmistrz Leska.

Profesor Andrzej Zapałowski przekonuje jednak, że niektóre z pomników można uchronić przed wyburzeniem, a on społecznie pomoże samorządowcom w uporządkowaniu
tych spraw. – W niektórych wypadkach powinno się skorygować napisy czy też niektóre nazwiska. Jest to jednak coś innego od obecnej dewastacji pomników. Można także samą treść napisów inaczej ująć, gdyż dotychczasowa była skarżona starą „poprawnością polityczną”. Jednakże celem działań winno być uhonorowanie poległych, którzy oddali życie za Polskę, bo obowiązkiem każdego polskiego obywatela jest w każdych warunkach bronić biologicznego potencjału narodu oraz terytorium państwa – podkreśla profesor.

Do tematu będziemy wracać. Czekamy na Państwa opinie w tej sprawie: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 TEKST: P.B.